Wiedźma i król, czyli celem wstępu

Kategorie: — Aili Mirage @ 02:44
Styczeń 19, 2012

Dawno nie pisałam żadnego tekstu o tematyce pogańskiej czy nawet okolicznej. Nie licząc forów dyskusyjnych możnaby spokojnie powiedzieć, że minęło dobrych parę lat. Od tego czasu wiele się zmieniło, ale też wiele rzeczy okrzepło i wrosło w moje życie, dając mi stabilną bazę, dzięki której wiem już z doświadczenia, co uważam za ważne i co chcę powiedzieć ludziom.

Fakt, że zdecydowałam się przenieść z moimi wynurzeniami z „Rozstajów” na grimuarowe „Zwierciadło” ma oprócz mojego wygodnictwa konkretny przekaz – nie chcę być człowiekiem-symbolem, reprezentantem pewnej grupy. Nie chcę z bardzo praktycznego powodu – po prostu nim nie jestem. Przez te wszystkie lata jednej rzeczy nauczyłam się przede wszystkim – dowolny stereotyp, który dla wygody próbowałam do siebie przyłożyć, odklejał się tym szybciej, im bardziej byłam nim jakoś zafascynowana. Cośtam zawsze zostawało, ale zawsze z dopiskiem „inaczej”. Jak można więc próbować prowadzić przekrojową stronę o czarownictwie czy neopogaństwie wiedząc, że jest się gdzieś na szarym końcu statystycznej krzywej? Pisząc felietony całe szczęście nie muszę reprezentować nikogo poza sobą i mam nadzieję, że przestaną pisać do mnie dziennikarki, pragnące abym unaoczniła milionom gospodyń domowych, jak wygląda współczesna czarownica. No chyba, że źródłem fascynacji jest moja osoba w całości, a nie te kilka kontrowersyjnych słówek, którymi się czasem określam ;)

Kim jednak w takim razie jestem i dlaczego w ogóle się odzywam?

Wiedźma tradycyjna inaczej.

„I am a deeply religious nonbeliever – this is a somewhat new kind of religion.”

„Wiedźma tradycyjna inaczej” odwołuje się do najbardziej tradycyjnych wiedźmich wzorców jednocześnie odmawiając odpowiedzi na pytanie, czy wierzy w magię, bogów, duchy, (wstaw cokolwiek,  o pyta na GG jakaś objawiająca się co jakiś czas jakaś zagubiona dusza próbująca w ten sposób nawiązać mniej lub bardziej inteligentną konwersację). Taka „wiedźma inaczej” uważa, że to pytanie samo w sobie jest źle postawione i wskazujące na życie w nader dosłownym świecie, sprowadzających pojęcia mistyczno-metaforyczne na płaszczyznę nauk wyjątkowo ścisłych. Próba pożenienia tych dwóch sfer od wieków wytwarza coraz to nowe chimery logiczne, potocznie zwane religiami, czasami potworne, czasami nawet przyjemne wizualnie i z grubsza wydające się mieć jakieś kończyny, ale zawsze bezpłodne – hybrydy dwojga niekompatybilnych semantycznie rodziców. „Wiedźma inaczej” nie chce być rodzicem kolejnej chimery, jakkolwiek pociągająca by nie była.

„Wiedźma tradycyjna inaczej” ze wszech miar ceni i wykorzystuje tradycję i legendy jako zbiorową pamięć i mądrość, lecz z całą stanowczością uważa, iż powstała ona, aby opisywać wewnętrzne relacje człowieka ze światem, a nie fizyczny świat sam w sobie. Wiara to w rzeczywistości pojęcie bardzo fizyczne i przyziemne – to po prostu uznanie 100% prawdopodobieństwa jakiejś teorii, a tego wewnętrzny racjonalista „wiedźmy inaczej” nigdy nie zaakceptuje. Szczególnie, że nie ma przesłanek, aby uznać, iż pojęcia magii czy bogów odnoszą się do jakichś wyjątkowo korporalnych zjawisk zewnętrznych, a wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, iż nazbyt dosłowne traktowanie mitów czy baśni świadczy głównie o problemach z abstrakcyjnym myśleniem.

Co to oznacza w praktyce? Magia czy bogowie to dla mnie nie konkretne siły czy osoby fizyczne, ale wewnętrzne mapy do tego, co odbieramy jako sacrum. Magia następuje w momencie, gdy człowiek dotyka czegoś, co jest dla niego w jakiś sposób niezwykle ważne bądź święte – przechodzi na przysłowiową drugą stronę lustra, spełnia jakieś życzenie. Można mieć tysiąc teorii co się dzieje w tym momencie i milion pomysłów co z tym zrobić dalej, ale to nie środek czyni magię magią, ale efekt.

Tkacz iluzji

„Reality is merely an illusion, albeit a very persistent one.”

Wiedźmy wyposażone są zwykle w tony rekwizytów, to taka ich cecha rozpoznawcza. „Wiedźma tradycyjna inaczej” uważa, iż tak naprawdę natura wiedźm, magów i iluzjonistów jest taka sama – jako tych, co biorą zasłonę rzeczywistości, rozpruwają ją na poszczególne niteczki i tkają w coś nowego, pokazując zupełnie inny sposób jej obserwacji. Dlatego „wiedźma inaczej” uważa, iż osiągnięcie prawdziwej biegłości w tej sztuce wymaga sięgnięcie do techniki samego jej tkania, czyli sztuki operowania iluzją, maską i symbolem.

Wiele osób myśli, iż iluzja to coś, czego należy się pozbyć, bo odgradza nas od mitycznej Prawdy przez duże Pe. Technicznie mają rację – wiara w prawdziwość złudzeń ogranicza. W praktyce jednak jesteśmy istotami biologicznymi, z natury selektywnymi i myślącymi wzorcami, o skończonej pojemności pamięci i mocy przerobowej i iluzje, modele i przenośnie to jedyny sposób na jakieś ogarnięcie tego, co jest wokół nas i poszukiwanie zależności. Cały trick polega na tym, żeby szukać, co w iluzji jest sednem, a co otoczką.

Marzenie o totalnym zdarciu zasłony rzeczywistości jest w moich oczach bardziej poetyckim przedstawieniem podniesienia się za ucho – czegoś nieosiągalnego z samej natury naszego istnienia. Nie oznacza to jednak, iż nie można jej analizować, pruć, zszywać w dziwne kształty i testować jak się zachowa. Czasami, jak popatrzymy na te rozłożone nitki pod innym kątem naszym oczom ukaże się coś, czego nie widzieliśmy wcześniej. Czasami, jak zszyjemy je w jakiś zupełnie krzywy i absurdalny sposób, to lepiej zrozumiemy, jak zachowują się na codzień i jak można za nie pociągnąć. To jest właśnie wielka moc masek, krzywych zwierciadeł i dymu zakrywającego to, co w tym momencie nieistotne. Gdzieś pomiędzy nimi układają się kolejne fragmenty tej niepoznanej rzeczywistości.

(Neo)poganka o tyle o ile

Try and penetrate with our limited means the secrets of nature and you will find that, behind all the discernible concatenations, there remains something subtle, intangible and inexplicable.  Veneration for this force beyond anything that we can comprehend is my religion.

„Wiedźma tradycyjna inaczej” ceni tradycję jako mądrość pokoleń, ale nie jest ona dla niej świętością ostateczną. Taka wiedźma nie uznaje większej świętości nad świat sam w sobie i jego Istnienie, przez zdecydowanie bardzo duże I, dlatego nie szuka magii gdzieś poza nim, w łamaniu praw, których z samej natury nie da się złamać,  niezależnie od myśli pokoleń marzycieli, co byli przed nami. Jest ona bowiem przy okazji książkowym przykładem naturalistycznego panteisty, nie szukającym sacrum w wątpliwej realności bytach dowolnego gatunku. „Wiedźma inaczej” żyje tu i teraz i stara się wykorzystać to, co ma i uważa, że prawdziwą siłę wiedźmy widać po tym, jak magiczne jest jej życie i jak bardzo potrafi znaleźć się w tym świecie, na każdej płaszczyźnie. Mądrość pokoleń jest jej wsparciem, lecz nie ograniczeniem.

Ten panteizm jest właśnie czymś, co z jednej strony połączył mnie z klimatami pogańskimi, ale z drugiej strony mnie od nich dzieli: połączył mnie, gdyż symbolika pogańska ma bardzo wiele środków, by wyrazić moją magię i moje sacrum; podzielił, gdyż sam fakt ich pogańskości nie ma dla mnie aż takiego znaczenia. Nie woła mnie konkretnie żadna antyczna kultura, nie jestem bardziej Słowianką niż Celtem czy Germanką (gdyż uważam że po tysiącach lat jesteśmy już czymś nowym), choć mój język symboliczny koncentruje się głównie na kulturach europejskich, które kształtowały taki świat, w jakim zostałam wychowana. Korzystam więc z całego słownika, jaki został mi dany przez wiele tysięcy lat rozwoju kultury europejskiej, wybierając to, co jest moim zdaniem się sprawdziło, lecz starając się przy okazji nie powtórzyć grzechów ojców i ograniczeń, jakie sami na siebie zarzucili. Pogaństwo jest bazą mojego języka symboliczno-rytualnego gdyż jego elementy ukształtowały naturalnie wszechobecny w naszej kulturze język i sposób myślenia, ale główna myśl, która mi przyświeca nie jest ograniczona do pogaństwa, ale przebłyskiwała się w wielu odsłonach (od starożytnych Chin i Lao Tzu przez katolickiego heretyka Giordano Bruno aż po cytowanego tu pewnego fizyka żydowskiego pochodzenia) i to ona tak naprawdę mnie definiuje, a nie taki czy inny symbol, który zawieszę sobie na szyi.

Król jest nagi.

Po co o tym wszystkim piszę? Otóż aby pomóc głębiej zrozumieć po co stworzyłam „Zwierciadło” i jak należy je czytać. Mam wrażenie, że dzięki temu intensywnemu rozwojowi czarownictwa po drodze coś ważnego zaginęło. Ludzie zaczęli się skupiać na tym kto, gdzie, kiedy, i dlaczego trzy kółka zgodnie z wskazówkami zegara, a nie na odwrót. Jestem tu, by powiedzieć z całą świadomością, że król jest nagi. Cały niesamowicie przepastny folklor czarownictwa zamiast zostać użyty do zgłębiania świata na poziomie współczesnego, w miarę światłego człowieka, został wpakowany na półkę ezoteryki w Empiku, tuż obok horoskopów na każdy dzień tygodnia i innych publikacji obrażających inteligencję przeciętnego gimnazjalisty. Według mnie jednak zasługuje on na coś więcej niż tylko na bycie materiałem do, często zasłużonych, kpin. Taki też jest mój mały, prywatny cel – pokazać takie czarownictwo, które naprawdę coś daje inteligentnemu człowiekowi, a nie jest tylko kiepskim teatrzykiem znudzonych eskapistów.

Za ładne cytaty dziękuję wspomnianemu wcześniej fizykowi, znanemu gdzieniegdzie jako Albert Einstein. Miał dar dosyć trafnych spostrzeżeń na temat rzeczywistości.

Nie gryzę... za mocno.
GG1388754
ICQ3146911
Facebook
DeviantArt
Koniecznie napisz, skąd przyszedłeś.
Dostaję dużo spamu i łatwo zostać tak zakwalfikowanym.