O zakazie palenia

Kategorie: Publicystyka — Aili Mirage @ 02:17
Listopad 17, 2010

Jako liberał nie lubię zakazów, nie bardziej niż jest to absolutnie wymagane. Zwykle stoję po stronie legalizacji tego czy tamtego i nie lubię, jak państwo za bardzo się wcina w decyzje gospodarcze.

Są jednak takie miejsca, w których pełny liberalizm się nie sprawdza, a właściwie ze swojej własnej natury rzeczy ustępuje regulacjom w myśl zasady, że wolność jednego kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność drugiego – a ciężko jest pogodzić setki tysięcy wolności osobistych zupełnie różnych ludzi współżyjących ma bardzo małym obszarze. Do takich miejsc należą zasady ruchu drogowego, urbanistyka i generalne zagospodarowanie przestrzeni publicznej. To, co ma służyć takiej chmarze ludzi na codzień musi być przede wszystkim wygodne i nieinwazyjne, a dopiero potem może być jakiekolwiek inne.

Jest też coś takiego jak własność prywatna funkcjonująca na zasadzie przestrzeni publicznej.  jest to taki twór pozwalający właścicielom zarabiać na swojej własności, chroniący jednak konsumenta przed możliwymi pułapkami, jakie mogą go czekać. Na przykład jeżeli restaurator sprzedaje Ci piwo, to musi udostępnić darmową ubikację albo jeżeli sklep jest otwarty dla wszystkich, to nie można dowolnej osoby oskarżyć o naruszanie własności dlatego, że właścicielowi nie spodobała się fryzura. Są to różne ograniczenia mające na celu zapewnienia komfortu klienta, od którego trudno oczekiwać, że przy wejściu do knajpy będzie sprawdzał, czy pod wycieraczką jest ukryty wilczy dół (hej, własność prywatna ];> ).

Tego typu regulacji w naszym prawie jest mnóstwo, począwszy od tych bardziej potrzebnych na tych zupełnie niepotrzebnych skończywszy. Przez długie lata nie było jednak podstawowej regulacji – prawa do czystego powietrza. Wchodząc do lokalu otwartego, bez konieczności podpisania długiego dokumentu oświadczającego, że zgadzam się, że w środku zapoznam się bliżej z każdym eksponatem z muzeum tortur, spodziewam się, iż będzie on dla mnie bezpieczny. Spodziewam się więc, iż do klimatyzacji nie jest podpięta rura ze spalinami, spodziewam się, że w wodzie mineralnej nie jest rozpuszczony kret, a sałatka grecka nie jest posypana świeżo zerwaną cykutą. Co więcej, spodziewam się, że takich potraw nie ma w menu i że nie można na nie się natknąć przez przypadek, w poszukiwaniu egzotycznego drinka o dziwacznej nazwie.

Zezwolenie na palenie de facto jest zezwoleniem na emisję trującej substancji, to jest fakt. Jak najbardziej uważam, iż powinny być miejsca, w których ludzie mogliby się legalnie truć, jeżeli taka jest ich wola. Jednakże absolutnie nie uważam, aby miejsca do legalnego trucia mniejszości (dowolną substancją) miały wyprzeć lokale skierowane do całego przekroju społeczeństwa, do których można wejść z ulicy (również niepełnoletni), bez podpisywania papierka o zgodzie na bycie trutym.

Palacze moi liberalni i drodzy, jeżeli tak walczycie o wolność, to rozumiem, iż jeżeli zatrujecie się dowolnym legalnym świństwem w knajpie, to nie będziecie wnosić skarg? Dla ułatwienia życia zawsze można dołożyć tabliczkę informującą o wymiarach 10x20cm ];> Uznacie też, że jest absolutnie fair i w zgodzie z zasadami wolnego rynku, jeżeli takich trujących dla Was knajp będzie tak z 75%?

Wolność do trucia się nie zakłada wolności do trucia się w przestrzeni publicznej, gdzie łatwo inni mogą być narażeni na czynnik trujący. Wolność do picia alkoholu nie zakłada wolności do rzygania na podłogę w knajpie. Z mniej trującej beczki – wolność do seksu nie zakłada wolności do seksu na stole w restauracji. Pewne czynności z natury mają konsekwencje dla otoczenia i nawet, jeżeli są legalne, to nie są legalne wszędzie.

Ubolewam, że ten zakaz jest potrzebny (gdyby ludzie byli kulturalni, to by nie był, bo pewne rzeczy byłyby oczywiste), ale niestety jednak jest. Mam nadzieję, że będzie sprzyjać tworzeniu miejsc, w których palenie tytoniu będzie uprawiane w sposób cywilizowany, bez angażowania osób postronnych.

  • ef

    W skrócie cenisz wygodę pewnej grupy ludzi ponad wygodę reszty. Ja bardziej cenię wolność mimo wszystko.

  • Ailinon

    Cenię zdrowie większości ponad wygodę reszty. Nie ma dla mnie różnicy czy chodzi o tytoń, marychę, spaliny czy perfumy rtęciowe. Mam w głębokim poważaniu czym kto się lubi sztachać, uważam, że mu wolno, ale nie obok mnie. Wchodząc do otwartego lokalu nie podpisuję dokumentu o zgodzie na trucie i nie chcę być truta. Tym właśnie się różni otwarty pub od zamkniętego klubu.

    Nie rozumiem zupełnie, co w tym takiego trudnego do pojęcia. Rozumiem, że ci sami liberalni palacze nie mają nic przeciwko, jeżeli w klubie do piwka pani będzie robiła panu loda i to chlapiąc spermą wokół. Powiedziałabym, że to nawet mniej problematyczne – sperma zdrowego człowieka nie spowoduje raka.

  • Isselinai

    Niezmiernie mnie to cieszy, że owy zakaz zawitał w końcu do Polski ^^ Wydaje mi się, że to kwestia kultury, w tym wypadku jej braku. Z uprzejmości osoba która pali powinna nie palić w obecności choćby i jednej niepalącej osoby. Rozumiem jednak, że w tych czasach dla niektórych to czarna magia ;>

  • ef

    1. Przeciwnicy zakazu nie muszą być palaczami, ja nie jestem
    2. Jestem zwolennikiem wolności ale nie zwolennikiem dymu/robienia loda przy mnie itp. Jeśli zobacze że w klubie do piwka pani robi panu loda to wyjdę/zwróce im uwagę/pokażę dezaprobatę. A nie zakażę urzędowo..

  • http://leolalloyd.co.cc/ Leola Lloyd

    1. Przeciwnicy zakazu nie muszą być palaczami, ja nie jestem 2. Jestem zwolennikiem wolności ale nie zwolennikiem dymu/robienia loda przy mnie itp. Jeśli zobacze że w klubie do piwka pani robi panu loda to wyjdę/zwróce im uwagę/pokażę dezaprobatę. A nie zakażę urzędowo..

  • beherit

    fajnie tylko0 ze ten zakaz palenia uniemozliwil powstawanie lokali tylko dla palaczy. a i przed ustawa byly knajpy dla niepalacych. ilez razy na karmelickiej robilam w tyl zwrot bo na pytanie ‘czy wolno palic’ dostawalam odpowiedz ze nie. no i kul. a teraz dochodzi do tego ze knajpa sobie robi taka klatke dla palaczy i ok, moge palic w pomieszczeniu metr na metr, ale jakos fakt ze ustawa mowi ze w takim pomieszczeniu ma byc szesciokrotna wymiana powietrza w ciagu godziny im umyka. efekt jest taki ze klatka jest otwarta i dym leci na cala knajpe ;> cala ta ustawa by nie powstala gdyby knajpiarze przestrzegali jakichs podstawowych zasad wentylacji. Mnie, osobe ktora potrafi wyjarac paczke w jeden wieczor, nie raz wygonil z knajpi fakt ze przestawalam widziec na oczy od dymu :P

  • Ailinon

    @Beherit – ta ustawa powstała, bo większość lokali była dla palących. Nie mam nic przeciwko możliwości powstania takowych, pod warunkiem, że byłoby ich mało. Może koncesjonowanie by rozwiązało sprawę, jak z alkoholem. Ale kiedyś było tak, że domyślnie lokal był dla palących, bo niepalący „przywyknie”. Poza tym wg mnie palarnia to palarnia, a lokal gastronomiczny (czy to z jedzeniem czy z piciem) to lokal gastronomiczny. Nie powinno się tego łączyć. Mamy głupie kulturowe przyzwyczajenie, że to się robi w tym samym miejscu.

Nie gryzę... za mocno.
GG1388754
ICQ3146911
Facebook
DeviantArt
Koniecznie napisz, skąd przyszedłeś.
Dostaję dużo spamu i łatwo zostać tak zakwalfikowanym.