Jak widać jeszcze nie umarłam, jakby mogło się wydawać. Raczej porwały mnie inne sprawy, jak na przykład intensywne próby zostania pełnoetatowym ilustratorem. Jeszcze nie zrobiłam w pełni profesjonalnej galerii, ale póki co te istotniejsze prace można obejrzeć wciąż na moim deviancie. Wkrótce wrzucę tam całego Czerwonego Kapturka, a w marcu można spodziewać się paru fanartów z różnych popularnych serii. Odkąd przestałam nadmiernie poświęcać czas na pierdoły (czytaj: na przykład ograniczyłam ilość repetytywnych dyskusji o dupach pogańskich Maryn czy odzależniłam się od WoWa) odzyskałam więcej zapału do tego, co w sumie robię najlepiej, czyli twórczości rozmaitego rodzaju.
W międzyczasie - co pewnie wszyscy wiedzą, ale nigdzie nie zostało to jeszcze oficjalnie opublikowane - wracając do swoich egzotycznych pasji sprzed okresu stricte europejsko-pogańskiego zainteresowałam się (a właściwie wsiąkłam na amen) we współczesny taniec orientalny, popularnie zwany tańcem brzucha. Tak, wiem, moda :> ale znalazłam w tej modzie coś, co mi podpasowało. Na swoją obronę przed zyskaniem miana bezwstydnej konformistki >:] mogę podać tylko fakt, że na belly nie zaciągnęła mnie żadna z osób odwiedzających tego bloga, a był to pomysł zupełnie z czapy, wymyślony na zasadzie "skoro w Polsce nie uczą japońskich tańców z wachlarzami, to może coś mniej odległego będzie łatwiej dostępne?"
I tak właśnie zawitałam na pierwsze zajęcia, około rok temu. Od tego czasu wgłębiłam się w temat całkiem sporo, na tyle aby wiedzieć, że o ile raczej tradycyjny taniec arabski ze swoimi regułami odnośnie skromności i kokieterii nie do końca jest kompatybilny z moją wizją artystyczną własnej osoby, to fuzje tegoż tańca z innymi czy inne współczesne interpretacje dają dużo szersze środki wyrazu. Tak właśnie trafiłam na tribal i inne tribalopodobne, orientalistyczne wersje tańca brzucha, pozwalające przekazać więcej bardziej różnorodnych obrazów. Nie będę się o tym specjalnie rozpisywać tutaj, gdyż planuję oddzielny artykuł, jak tylko uda mi się przerobić sekcje w Grimuarze.
Tak tak, to nie koniec przeróbek, tylko są one zawieszane na bardzo nieokreślone okresy czasowe mojego braku czasu, weny czy siły do pisania. Póki co jednak uznałam, że może jednak dam jakiś znak życia, bo jeszcze o mnie zapomną i, *wdech*, przestaną plotkować, a co ja wtedy biedna zrobię >:]
Z drobnych rzeczy kolejny test sieciowy przypomniał mi, że miałam ponarzekać na metody naukowe klasyfikacji ludzi. Zrobiłam sobie test na typ osobowości wg klasyfikacji Myers-Briggs i cośtam mi wyszło. A konkretnie:
Jest w tym jednakże drobny problem - nie wiem, czy źle wypełniam testy, czy wnioski z tego podziału są karygodnie uproszczone, czy może moja osoba nie poddaje się typowym analizom. W każdym razie w samym teście kazywano mi wybierać między różnymi opcjami, które nie stanowiły dla mnie sprzeczności. Co więcej, jak z ciekawości wgryzłam się w tą klasyfikację, to właściwie nie rozumiem, jakim cudem może ona zmierzyć coś więcej niż jakieś straszne ogólniki. No chyba, że statystyczny Kowalski ma osobowość opisywaną podobną ilością parametrów co postacie w MMORPGu.
Po pierwsze nie do końca pojmuję co z punktu widzenia twardej, naukowej psychologii oznacza rozróżnienie introwertyk-ekstrawertyk. Językowe znaczenie oznacza po prostu skupienie na wnętrzu lub zewnętrzu, ale dlaczego niby uznaje się, że fakt lubienia mieć czas na kontakt z własną głową automatycznie obniża chęć do prezentacji wniosków na zewnątrz? No chyba, że introwertyzm zakłada taki pakiet zsumowanych, typowych cech milczka-odludka, a nie cechę kluczową, ale wtedy takie określenie właściwie w moim przypadku jest dość bezużyteczne.
Jeżeli musiałabym się jakoś określić na tej osi, to chyba wybrałabym combo pt. introwertyk-ekshibicjonista. Jest to może dość kuriozalne połączenie, ale nie umiem tego inaczej nazwać. Każdy test pokazuje, że jestem introwertykiem, bo wolę odpoczywać w środowisku złożonym z niewielkiej grupy wybranych osób, nie lubię hałasu i cenię sobie poświęcać czas na ćwiczenie zwojów mózgowych. Mam jednak jedną zupełnie nie uwzględnianą w tego typu testach wadę - sprawia mi niesamowitą przyjemność posiadanie wpływu na opinię czy gusty innych. Może nie definitywnego (cóż to za fun sterować bezwolnymi ludzikami), ale przyjemnie jest usłyszeć, że dałam komuś do myślenia, zachwyciłam go, coś zmieniłam. Cóż, jestem próżna, nigdy tego nie ukrywałam >:] Próżna i wygodnicka, bo lubię to robić na swoich warunkach, w środowisku, które osobiście wybiorę, w czasie, który będzie mi pasował.
Zresztą nie jest to chyba tylko moja cecha. Lista ludzi, których osobowość zmierzono tym samym testem i umieszczono jako przykład INTJ obejmuje 7 aktorów, kilku dziennikarzy, sportowców, pisarzy... Fajnie, tylko jak to się ma do "typowych zawodów INTJ", gdzie są wymienieni sami politycy (no jest kilku w liście), programiści (nie ma), lekarze, inżynierzy, naukowcy, itp. Co najsmieszniejsze zawody związane ze sztuką i wszelakimi występami są wręcz w liście zawodów nietypowych dla tej cechy osobowości, co już ni męski narząd płciowy nie ma się nijak do tej listy przykładowej. Jakoś ten system jednak niekoniecznie do mnie przemawia.
W sumie mogłabym tak analizować dalsze osie, w których widzę podobne dziury, ale nie chce mi się tu pisać pracy naukowej z psychologii. Jeżeli jednakże jakaś studentka bądź absolwentka tej dziedziny chciałaby skomentować moje spostrzeżenia, to może dostrzegłabym w tym systemie jakiś większy sens (albo utwierdziła mnie w jego braku ;>).
PS. Nowy album Tarji jest boski, a Nightwishowi ta zmiana nie wyszła na zdrowie - to spostrzeżenie ogólne, tak nawiązując trochę do tytułu notki.
| « Myśli » |
0 komentarzy
|
