PolskiEnglish
(wszystkie wpisy,
polskie i angielskie)
(English entries only
under construction)
EGO
codename: Ailinon
birth date: 8.01.1981
name: Patrycja Stańczyk
GG:  1388754
mail:
SCRIBO ERGO SUM
Przedmowa
Myśli
Szepty
Obrazy
Silverion


SCIO ME NIHIL SCIRE
Rozstaje (PL)
MUNDUS VULT DECIPI
Ailinon @ DA (EN)
SOCIETAS ERUDITORUM
Ailinon @ grono.net
Ailinon @ tribe.net

VENI, VIDI, ...
Sinus
3Jane
Accolon
Aditi
Arim
Ashka
Aquila Ardens
Chimaira (www)
Drakonaria (www)
Endymion
Guślarka
Ilia
Isselinai
Keira
Kethra
Nishi Rajan (www)
Morven (szafa)

Przedmowa

Zima w lasach Silverionu miała tendencję do pojawiania się niespodziewanie szybko, wręcz z dnia na dzień. Ogień w kominku, przyprawione wino i miękkie dywany pachnące jeszcze drzewem sandałowym wydawały się więc kuszącą perspektywą dla ciała rozleniwionego senną atmosferą mlecznej mgły za oknem. Umysłowi z kolei dawała zajęcie niezgorszych rozmiarów biblioteka, pełna przeróżnych pozycji, zarówno klasycznych, jak i współczesnych. Jedna książka jednakże wyraźnie odstawała od reszty, niedokończona, z wyrwanymi kartkami i notatkami na marginesie. Nawet dla mało uważnego obserwatora byłoby jasne, że do biblioteki zaplątały się zapiski właścicielki, taki niby pamiętnik, niby brudnopis. Leżał przy samym wejściu, na stoliku, na którym zawsze stały sezonowe kwiaty, otwarty na ostatnio zapisanej kartce.

Grimoire, ze starofrancuskiego grammaire, źródłosłów sięgający jeszcze do greki i oznaczający ni mniej ni więcej tylko sztukę zrozumienia języka, gramatykę jak i książki do jej nauki. Sztuka ta była w owych (i nie tylko) czasach tak tajemna, iż dla ciemnego ludu niewiele różniła się od magii, stąd grimuarami zaczęto nazywać zapiski magów wszelakiej maści, od alchemików przez astrologów aż po filozofów. Ma to w kontekście tej strony dwa wymiary - symboliczny i praktyczny. Symboliczny jest stosunkowo prosty - ja, Ailinon-wiedźma, żyjąca podług idei człowieka renesansu, uznająca magię i naukę za dwa opisy tego samego świata. Praktyczny jest jeszcze prostszy - zdaję sobie sprawę, że pewien procent tekstów tutaj będzie stanowił dla pewnego procenta czytających czarną magię, co niestety (czy też stety) jest nieuniknioną koniecznością.

Wspomnienia, pobieżne notatki, spostrzeżenia, przemyślenia, artykuły... Spisuję tutaj wszystko, co chcę napisać o sobie, moich opiniach, moim życiu, a co niespecjalnie nadaje się na stworzenie osobnego dzieła. Lubię słowa. Napisałam ich w swoim życiu wiele, mniej lub bardziej trafnych. Tu więc napisałam pewien wycinek mojego świata, moje własne krzywe zwierciadło świata wokół mnie. Jak wszystkie blogi, jest to takie moje małe cyfrowe oszustwo.

W "Przedmowie" znajdziesz wszystko, co napisałam w ostatnim czasie. Aby poznać konkretniejsze wątki, otwórz książkę na właściwej zakładce.

08-08-2008, 00:43, Ailinon

Wróciłam do Wawy i znów dużo się dzieje, więc i notka będzie chaotyczna.

Pracuję dalej nad modem wiedźminowym zaklinając wszelakie bóstwa o koniec lata i to właściwie jest aktualnie moje główne zajęcie. W międzyczasie jednak popełniłam w końcu remake'a mojej dawnej pracy. Voilà:

Z dziedziny "strata czasu" z kolei test:


Take the Magic: The Gathering 'What Color Are You?' Quiz.

A tak w ogóle to od poniedziałku kolejne warsztaty. Miło, bo zaczynałam czuć się zasiedziana.

« Myśli »
03-08-2008, 02:44, Ailinon

No i minęło Lammas, warto więc byłoby coś skrobnąć jak tam przeżywam lato, bo skoro przeżyłam lipiec, to jest pewna szansa, że dożyję do września. Otóż, jakoś przeżywam zarobiona po uszy przy konkursie na moda wieśminowego i eksplorując coraz głębiej swoje taneczne fascynacje z dziedziny tribal fusion. Najważniejsze wydarzenie opisałam już poniżej, a co oprócz tego?

Mod Witcherowy: etap 1 - wyróżnienie, etap 2 - wygrana. Two to go.

Taniec: funky belly z Dominiką było zarąbiste, zdecydowanie powinno być tego więcej. Uwielbiam te jej precyzyjne izolacje i trudne układy ;>

Wiedźmowanie:  bardzo fajne ognisko z krakowiakami, choć może ilość chętnych tak bardzo nie dopisała (sumarycznie 6 osób w maksymalnie ludnym momencie), ale ilość nie zaważyła na jakości :> Pozdrawiam Draki za pyszny dwójniak, Freję za dzielne pilnowanie ogniska, Marka za jego rozpalenie, Sandrę za jabłuszka no i Sebę za, hm, bezlitośnie stoicki spokój ;> Wnioski: po jednym Reddsie, 1/3 butelki miodu i 1/4 butelki Kadarki trudno jest zrobić jaskółkę i szukać chrustu, ale kaca po tym nie ma i nawet dość szybko się trzeźwieje.

PS. Frejo, pisz znów bloga, te opowieści o Norge są naprawdę fajne, szczególnie w lecie ;]

« Myśli »
03-08-2008, 02:01, Ailinon
Nie tak dawno temu, nie całkiem za siódmym morzem odbył się pewien obóz...

W sumie ostatnio żyję szybciej niż kiedyś i czas na pisanie bloga też jakoś umyka. Jednakże ostatnio byłam na pewnym wyjeździe i na ten opis muszę znaleźć czas, bo było to coś naprawdę niezwykłego.

Raqs Tribal Summer Edition, 2-8 lipca Ustka 2008

Siedem dni, siedem morderczych warsztatów, siedem spotkań z najbardziej niesamowitą instruktorką, jaką kiedykolwiek miałam - to tak w telegraficznym skrócie. A bez skrótu... zacznę od początku.

Podróżniczo

Wyjechałam do Ustki rano dnia poprzedzającego rozpoczęcie obozu, jako że rzucenie się w wir ćwiczeń po nieprzespanej nocy nie wydawało się być dobrym pomysłem. I dobrze, bo po przyjechaniu miałam nogi jak dwa patyki i to spuchnięte. Cóż, to w końcu tylko pekaes.

Następnie udałyśmy się na zwiedzanie Ustki, o której od samego początku wiedziałam dwie rzeczy: primo, jest drogo, nawet jak dla warszawiaka; secundo, jest tandetnie i wieje peerelem. Tertio, tak już ogólniej o całym wybrzeżu - jest zimno. To w sumie była dość istotna wiedza z racji faktu, że wysmażona na warszawskim asfalcie wzięłam mnóstwo lekkich bluzeczek, spodni... i jeden polar, w którym byłam zmuszona przechodzić pewną istotną część wyjazdu. Oczywiście nie wzięłam też żadnej kurtki, no bo po co. Muszę przynajmniej trochę pozrzędzić, żeby jakoś zrekompensować te superlatywy z dalszej części opisu ;>

Samo zakwaterowanie przebiegło pomyślnie, wylądowałam w trójce z dziewczynami, z którymi przyjechałam pekaesem. Jak się potem okazało, była to absolutnie świetna miejscówka, jako że w innych pokojach (wielooosobowych) dziewczyny stały w kolejce do pryszniców, a my miałyśmy hotelowe wręcz warunki. Jedynym minusem były okazyjne braki ciepłej wody - chyba gospodyni domu nie przewidziała, że grupy ludzi na obozach treningowych biorą prysznic lekko 3 razy częściej niż przeciętny obywatel na wakacjach. Wyżywienie zapewniał pensjonat Stokrotka w Katow... znaczy, 2 przecznice dalej ;> Całościowo miałam wrażenie transportu w czasie do wczasów nad morzem z (zamierzchłego) dzieciństwa, zabrakło jedynie saturatorów z gruźliczanką ;D

Trudno mi się zachwycać Ustką z racji faktu, że nigdy polskie wybrzeże i jego zagospodarowanie turystyczne nie zwalało mnie z nóg swym profesjonalizmem ani nowoczesnością (stąd też nie jeżdżę tam "na wakacje"), ale nie przyjechałam tam w celach krajoznaczych i nie oczekiwałam Costa Del Sol. Wszystko co niezbędne było zapewnione i to jest najważniejsze.

Warsztatowo

Sale ćwiczeniowe były zlokalizowane w szkole obok, ładnej i nowoczesnej, swoją drogą. Miałyśmy dostępne: dużą salę ćwiczeniową na zajęcia, małą salkę z lustrami do ćwiczeń układów, siłownię i saunę. Z tych dwóch ostatnich korzystać nie było ani siły ani czasu. Nie wyobrażam sobie kondycji kogoś, kto po 6h intensywnych zajęć pobiegłby jeszcze do siłowni, tak dla lepszej wygrzewki ;> Ale fajnie, że było, dziewczyny z parteru nawet raz skorzystały z sauny, ja zbyt bardzo nie lubie upałów, żeby z własnej woli jeszcze je sobie fundować.

Co było konkretnie? Joga z Panią Jogą, saggaty z Yolandą, układ fuzyjny z Anią Redlin, hiphop fusion z Darią, no i oczywiście gwóźdź programu, czyli ATS, fuzja i układ z Samanthą. No i jeszcze w ramach niespodzianki samba z jakąś brazylijką, ale to bardziej z kategorii "bardzo niezwiązane trivia", która upewniła mnie, że samba to zdecydowanie nie mój żywioł, więc nie będę się nad tym rozwodzić za bardzo. Po kolei więc...

Joga, a dokładniej Curva Yoga, tak patrząc na typową mantrę mruczaną pod nosem przez kursantki gdy Pani Joga spokojnym i miękkim głosem mówiła o relaksie w coraz to bardziej odkorbionej asanie. Ale to nie oznacza bynamniej, że mi się nie podobało. Było ciężko, boleśnie i bardzo efektywnie, a na dodatek psy stały się legendarne ;> Będę kontynuować albo na własną rękę albo na jakichś zajęciach, jeszcze nie wiem.

Yola i saggaty - uhhh... trudno. Jeszcze bazowy rytm na trzy jakoś tam idzie, ale te bardziej skomplikowane to póki co stanowią wybór - albo się porządnie ruszać albo porządnie kłapać tymi dzyndzlami. Jeszcze duuużo ćwiczenia przede mną, ale plus taki, że od Yoli dostałyśmy sporo informacji do samodzielnego ćwiczenia. na następnych warsztatach powinno już nie być tak źle. Ale jedno, czego nauczyłam się na pewno, to paru fajnych kombinacji ATSowych, które postaram się dołączyć do repertuaru.

Ania Redlin - bardzo fajny układ, strasznie mi się podobają te pozy z flamenco. Jedyny minus, to fakt, że trzeba było go opanować w trzy zajęcia, co przyprawiło mnie o ogromną ilość frustracji, że mi się myli. Ale na pewno pojadę jeszcze do Ani na jakieś warsztaty, gdyż podoba mi się jej taki "czysty" sposób tańca.

Daria i hiphop - te zajęcia bardzo udowodniły mi braki w wyćwiczeniu moich ud. Nie ukrywam, parę ruchów jest naprawdę fajnych i że znajomość tańców nowoczesnych bardzo pomaga w szeroko pojętym tribal fusion, ale sporo jeszcze pracy przede mną zanim mi to zacznie przychodzić tak lekko... Jedno natomiast wiem - Daria jest rzeczywiście niesamowita, mogłaby spokojnie startować w jakimś You Can Dance i mieć realne szanse.

No i... last but not the least... Samantha Hasthorpe.

W sumie cokolwiek nie powiem, to nie odda moich wrażeń. Mogę spokojnie powiedzieć, że zajęcia z Sam to były warsztaty mojego życia i że absolutnie i na pewno będę się starała udać się do niej jeszcze raz. Dziewczyna jest tak niesamowicie naturalna w swoich ruchach, a jednocześnie tak dopracowana, że właściwie nie wiem, co możnaby jeszcze poprawić. Poza tym jest genialną nauczycielką, która powtarza do znudzenia i bardzo konkretnie, jak ruchy mają być wykonane, nic nie zostawia niedopowiedziane i nigdy nie pojawia się wrażenie "a dlaczego tak". Poza tym ma genialny kontakt z uczestnikami warsztatów, nie dystansuje się od nich, nie gwiazduje. Co więcej, Samantha chodziła z nami na jogę i na zajęcia do Yoli, Ani i Darii, co zresztą stało się przyczynkiem do paru zabawnych sytuacji.

Finalnie

Ostatni dzień podsumowały pokazy - całości obozu w choreografii Ani, dwóch odważnych dziewczyn na scenie otwartej i całej gamie naszych profesjonalistek w pokazie instruktorów. Fajnie, że w końcu udało mi się zobaczyć tribalową Dominikę - to jest to ;> No i oczywiście Sam... solo i w trio z Dominiką i Darią. Zresztą, po co tracić słowa, to lepiej pokazać:

Nasz układ z zajęć z Sam w najlepszym możliwym wykonaniu ;> Zakochałam się w tym utworze i jak zwykle układy mnie inspirują i nie uczę się ich na blachę (no chyba, że na występ), to tego się nauczę, bo trafia dokładnie w mój gust.

Improwizacja. No ja tak chcę improwizować... *_*

Całościowo były to 2h tribalowej uczty, zdjęć i pożegnań z Samanthą. Oto moje zestawy: Tanecznie Grupowo Solo... no i oczywiście moja perełka -_^

 

Tak, wiem, zachowuję się jak 15-latka śliniąca się na jakiś boysband, ale cóż poradzić, chyba tak się po tych warsztatach czuję ;> W nastroju powarsztatowym jeszcze kupiłam sobie nowe melodie, które od razu przetestowałam na warsztatach Dominiki z funky belly (będę lobbować za większą ilością fuzji w wykonaniu Dominiki)... i coś czuję, że wpadłam i muszę mieć więcej ^^' Ale przedtem sampants od Kathleen Crowley, które skradły moje serce na nogach Samanthy >:]

Ta już zupełnie finalnie chciałabym przede wszystkim podziękować wszystkim osobom, dzięki którym te warsztaty się odbyły, czyli Joli z całym (byłym) Zaghareet (gdyby Daria zrobiła więcej tego hiphop fusion, to bym się przeszła... moje uda to docenią), Ani Redlin i dziewczynom z Kardamonu, Pani i Panu Jodze, no i oczywiście Sam, która z oczywistych przyczyn raczej tego nie przeczyta, ale i tak muszę :> No i oczywiście Ani i Beacie z naszego pokoju, które dzielnie uprzyjemniały mi pobyt i nawet zniosły jeden nocleg Sinusa-podróżnika, który akurat zawitał do Ustki (szczegóły na jego blogu). Oprócz tego chciałabym podziękować wszystkim dziewczynom z którymi spędzałam czas, no i Quesse za fioletowe rękawiczki (nigdzie nie mogę takich dostać ;_;).

A ponieważ apetyt rośnie w miarę jedzenia... chcę więcej!

« Myśli »
05-03-2008, 02:02, Ailinon

Jak widać jeszcze nie umarłam, jakby mogło się wydawać. Raczej porwały mnie inne sprawy, jak na przykład intensywne próby zostania pełnoetatowym ilustratorem. Jeszcze nie zrobiłam w pełni profesjonalnej galerii, ale póki co te istotniejsze prace można obejrzeć wciąż na moim deviancie. Wkrótce wrzucę tam całego Czerwonego Kapturka, a w marcu można spodziewać się paru fanartów z różnych popularnych serii. Odkąd przestałam nadmiernie poświęcać czas na pierdoły (czytaj: na przykład ograniczyłam ilość repetytywnych dyskusji o dupach pogańskich Maryn czy odzależniłam się od WoWa) odzyskałam więcej zapału do tego, co w sumie robię najlepiej, czyli twórczości rozmaitego rodzaju.

W międzyczasie - co pewnie wszyscy wiedzą, ale nigdzie nie zostało to jeszcze oficjalnie opublikowane - wracając do swoich egzotycznych pasji sprzed okresu stricte europejsko-pogańskiego zainteresowałam się (a właściwie wsiąkłam na amen) we współczesny taniec orientalny, popularnie zwany tańcem brzucha. Tak, wiem, moda :> ale znalazłam w tej modzie coś, co mi podpasowało. Na swoją obronę przed zyskaniem miana bezwstydnej konformistki >:] mogę podać tylko fakt, że na belly nie zaciągnęła mnie żadna z osób odwiedzających tego bloga, a był to pomysł zupełnie z czapy, wymyślony na zasadzie "skoro w Polsce nie uczą japońskich tańców z wachlarzami, to może coś mniej odległego będzie łatwiej dostępne?"

I tak właśnie zawitałam na pierwsze zajęcia, około rok temu. Od tego czasu wgłębiłam się w temat całkiem sporo, na tyle aby wiedzieć, że o ile raczej tradycyjny taniec arabski ze swoimi regułami odnośnie skromności i kokieterii nie do końca jest kompatybilny z moją wizją artystyczną własnej osoby, to fuzje tegoż tańca z innymi czy inne współczesne interpretacje dają dużo szersze środki wyrazu. Tak właśnie trafiłam na tribal i inne tribalopodobne, orientalistyczne wersje tańca brzucha, pozwalające przekazać więcej bardziej różnorodnych obrazów. Nie będę się o tym specjalnie rozpisywać tutaj, gdyż planuję oddzielny artykuł, jak tylko uda mi się przerobić sekcje w Grimuarze.

Tak tak, to nie koniec przeróbek, tylko są one zawieszane na bardzo nieokreślone okresy czasowe mojego braku czasu, weny czy siły do pisania. Póki co jednak uznałam, że może jednak dam jakiś znak życia, bo jeszcze o mnie zapomną i, *wdech*, przestaną plotkować, a co ja wtedy biedna zrobię >:]

Z drobnych rzeczy kolejny test sieciowy przypomniał mi, że miałam ponarzekać na metody naukowe klasyfikacji ludzi. Zrobiłam sobie test na typ osobowości wg klasyfikacji Myers-Briggs i cośtam mi wyszło. A konkretnie:

Click to view my Personality Profile page

Jest w tym jednakże drobny problem - nie wiem, czy źle wypełniam testy, czy wnioski z tego podziału są karygodnie uproszczone, czy może moja osoba nie poddaje się typowym analizom. W każdym razie w samym teście kazywano mi wybierać między różnymi opcjami, które nie stanowiły dla mnie sprzeczności. Co więcej, jak z ciekawości wgryzłam się w tą klasyfikację, to właściwie nie rozumiem, jakim cudem może ona zmierzyć coś więcej niż jakieś straszne ogólniki. No chyba, że statystyczny Kowalski ma osobowość opisywaną podobną ilością parametrów co postacie w MMORPGu.

Po pierwsze nie do końca pojmuję co z punktu widzenia twardej, naukowej psychologii oznacza rozróżnienie introwertyk-ekstrawertyk. Językowe znaczenie oznacza po prostu skupienie na wnętrzu lub zewnętrzu, ale dlaczego niby uznaje się, że fakt lubienia mieć czas na kontakt z własną głową automatycznie obniża chęć do prezentacji wniosków na zewnątrz? No chyba, że introwertyzm zakłada taki pakiet zsumowanych, typowych cech milczka-odludka, a nie cechę kluczową, ale wtedy takie określenie właściwie w moim przypadku jest dość bezużyteczne.

Jeżeli musiałabym się jakoś określić na tej osi, to chyba wybrałabym combo pt. introwertyk-ekshibicjonista. Jest to może dość kuriozalne połączenie, ale nie umiem tego inaczej nazwać. Każdy test pokazuje, że jestem introwertykiem, bo wolę odpoczywać w środowisku złożonym z niewielkiej grupy wybranych osób, nie lubię hałasu i cenię sobie poświęcać czas na ćwiczenie zwojów mózgowych. Mam jednak jedną zupełnie nie uwzględnianą w tego typu testach wadę - sprawia mi niesamowitą przyjemność posiadanie wpływu na opinię czy gusty innych. Może nie definitywnego (cóż to za fun sterować bezwolnymi ludzikami), ale przyjemnie jest usłyszeć, że dałam komuś do myślenia, zachwyciłam go, coś zmieniłam. Cóż, jestem próżna, nigdy tego nie ukrywałam >:] Próżna i wygodnicka, bo lubię to robić na swoich warunkach, w środowisku, które osobiście wybiorę, w czasie, który będzie mi pasował.

Zresztą nie jest to chyba tylko moja cecha. Lista ludzi, których osobowość zmierzono tym samym testem i umieszczono jako przykład INTJ obejmuje 7 aktorów, kilku dziennikarzy, sportowców, pisarzy... Fajnie, tylko jak to się ma do "typowych zawodów INTJ", gdzie są wymienieni sami politycy (no jest kilku w liście), programiści (nie ma), lekarze, inżynierzy, naukowcy, itp. Co najsmieszniejsze zawody związane ze sztuką i wszelakimi występami są wręcz w liście zawodów nietypowych dla tej cechy osobowości, co już ni męski narząd płciowy nie ma się nijak do tej listy przykładowej. Jakoś ten system jednak niekoniecznie do mnie przemawia.

W sumie mogłabym tak analizować dalsze osie, w których widzę podobne dziury, ale nie chce mi się tu pisać pracy naukowej z psychologii. Jeżeli jednakże jakaś studentka bądź absolwentka tej dziedziny chciałaby skomentować moje spostrzeżenia, to może dostrzegłabym w tym systemie jakiś większy sens (albo utwierdziła mnie w jego braku ;>).

PS. Nowy album Tarji jest boski, a Nightwishowi ta zmiana nie wyszła na zdrowie - to spostrzeżenie ogólne, tak nawiązując trochę do tytułu notki.

« Myśli »
09-07-2007, 00:28, Ailinon
Grimoire przechodzi intensywne przeróbki w celu stania się czymś pomiędzy blogiem a takim osobistym intro, takim małym hołmsajtem tekstowym. Tak więc dopóki nie ogłoszę, że jest dobrze, to mogą się dziać dziwne rzeczy.
« Silverion »